Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » Traveler Adventure Team w drodze na spotkanie z Królową Karkonoszy

Traveler Adventure Team w drodze na spotkanie z Królową Karkonoszy

Temperatura odczuwalna ok. – 25 stopni Celsjusza i wiatr wiejący z prędkością prawie 100 km/h – tak zaczyna się kolejna przygoda w ramach podróżniczego projektu Traveler Adventure Team. Karkonosze i góry Izerskie to miejsca, w których spędzimy kilka kolejnych dni zdobywając nowe zimowe umiejętności.

Rak, kij, rak, kij. Działamy odruchowo, jak w transie pokonując kolejne metry do góry. Nic innego nam nie pozostaje – każdy ruch musi być pewny, każdy krok dawać oparcie. To niełatwe, gdy huraganowy wiatr utrudnia oddychanie a spod zamrożonych gogli z trudem udaje nam się dostrzec kontury obserwatorium meteorologicznego, gdy stajemy u jego stóp.

 „Trudności są niczym więcej jak rzeczami, które trzeba przetrwać” jak mawiał słynny irlandzki polarnik Ernest Shackleton – dokładnie o czternastej, niemal w komplecie jako Traveler Adventure Team wchodzimy na szczyt. Śnieżka – góra, na której średnia roczna temperatura nieznacznie przekracza zero stopni Celsjusza, liczba mglistych dni w roku to więcej niż 300, a wiatry wieją z taką prędkością, że bez problemu wywróciłyby pokaźną ciężarówkę. Szczęśliwie pozwala nam dotrzeć na wierzchołek, co do końca zdawało się nie być pewne. W osiągnięciu celu pomogła nam też determinacja, opieka doświadczonych ratowników GOPR oraz lekki i nowoczesny sprzęt górski Decathlon.

To już kolejna przygoda w ramach podróżniczego projektu Traveler Adventure Team. Po wcześniejszych wyprawach do Austrii,  Szwajcarii, Węgier i Niemiec przyszedł czas na odkrycie przygody na własnym podwórku, pisząc wprost: tuż za progiem domu. Karkonosze i góry Izerskie to miejsca, w których spędzimy kilka kolejnych dni zdobywając nowe umiejętności: jazdy na nartach biegowych, wspinaczki lodowej, chodzenia w rakietach śnieżnych, nawigacji w terenie czy poruszania się w terenie lawinowym.

Zespół tworzy dwunastu uczestników: są wśród nas osoby, które zdobywały najwyższe szczyty kontynentów, ale też takie, które nigdy wcześniej nie były w górach zimą a śnieg pamiętają głównie z momentów, gdy stary telewizor nie stroił. Dla Klaudii, Pawła i Damiana to szczególny czas, gdyż to właśnie oni dołączyli do drużyny TAT jako laureaci konkursu ogłoszonego dla czytelników magazynu National Geographic Traveler. Prócz doświadczenia, pochodzenia z różnych części kraju i kilku innych szczegółów, które nas dzielą najważniejsze jest to, co nas łączy – chęć przeżycia prawdziwej zimowej przygody.  Właśnie w tym celu kilkoma wygodnymi samochodami Renault Kadjar zapakowanymi stosami górskiego ekwipunku dojechaliśmy wczoraj do Karpacza skąd już pieszo ruszyliśmy do kultowego dla miłośników Karkonoszy schroniska Samotnia.

Poranek przywitał nas porywistym wiatrem, który wespół z pyłówkami niesionymi z grzbietu Kotła Małego Stawu wysoko zawiesił poprzeczkę. „Przygoda jest wynikiem złego planowania” – to słowa pierwszego zdobywcy Bieguna Południowego – Roalda Amundsena. Przygodzie mówimy stanowcze TAK! Na złe planowanie nie możemy sobie pozwolić. „Najważniejsze są rękawice, jeśli zdejmiecie je choć na chwilę i stracicie czucie w palcach to szansa na ich ponowne ogrzanie w trudnych warunkach jest niewielka” – Sławek, naczelnik karkonoskiego oddziału Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udziela nam cennych wskazówek na temat ubioru przed wyruszeniem na szlak. Niejeden uczestnik wyprawy przypomina sobie pewnie te słowa, gdy pokusa zdjęcia rękawiczek w trakcie poprawiania wiązania rakiet śnieżnych zdaje się być nie do odparcia.

Rakiety śnieżne, choć bardziej kojarzące się z traperami Ameryki Północnej prócz skiturowych nart są najlepszym sposobem przemierzania śnieżnych zasp – dokładnie takich jakie pokonujemy w drodze z Samotni do ruin spalonej strażnicy. Idziemy na skuśkę, pomiędzy świerkami bajecznie upstrzonymi przez ciężkie płaty śniegu. Dla Hani to pierwszy raz w rakietach: „Początkowo miałam wrażenie, że bardziej przeszkadzają mi zamiast pomagać. Szybko zmieniłam jednak zdanie, gdy zeszliśmy z ubitej i wydeptanej ścieżki w kopny śnieg – tam okazało się, że są niezbędne!”. Po dojściu do grzbietu musieliśmy stawić czoła regularnej zadymce. Pokryte szadzią włosy i brody były najlepszym potwierdzeniem tego, że trudne zimowe warunki absolutnie nie zamierzały skapitulować. Zgodnie z prognozami, powyżej 1400m n.p.m. temperatura odczuwalna miała wynosić -25 stopni Celsjusza, a każdego kolejnego dnia miało być tylko zimniej. Ała. Po dotarciu do Śląskiego domu i sprawnej zamianie rakiet na raki ruszyliśmy na spotkanie z Królową Karkonoszy. Do schroniska wróciliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. I o to przecież chodzi.

Mateusz Waligóra