Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » Jama śnieżna: komfortowe schronienie czy udręka? Od GOPR-u uczymy się, jak przetrwać noc w śniegu

Jama śnieżna: komfortowe schronienie czy udręka? Od GOPR-u uczymy się, jak przetrwać noc w śniegu

Ekipa Traveler Adventure Team w asyście GOPR-u poprzebierała łopatami, by poznać sekret biwakowania w śniegu.

Fot. Jeremiasz Gądek

Ten obrazek zachowam w głowie na zawsze:  przyćmione światła schroniskowej jadalni, wielki drewniany stół, a na nim mapa wokół której gromadzi się kilkanaście osób absolutnie przejętych tym, co właśnie opowiada przewodnik. (Też macie przed oczami Rembrandta  i jego „Lekcję anatomii doktora Tulpa”?).­­­

– Mapę należy czytać powoli. Spokojnie i cierpliwie – mówił Marcin Kądziołka, prezes Fundacji GOPR, a my nabieraliśmy coraz większego szacunku do tradycyjnych rozwiązań takich jak korzystanie z kompasu. Chłonęliśmy  opowieści o skalach, podziałkach, poziomicach i azymutach z przeświadczeniem, że to tajemna wiedza, którą warto posiąść, bo nigdy się nie przeterminuje. Magii dodawał też niedzisiejszy klimat Samotni PTTK.

Niestety, nawet wyposażeni w topograficzną wiedzę i przygotowani na wypadek zejścia lawiny, możemy znaleźć się w sytuacji, w której będziemy zmuszeni do spędzenia nocy w górach. Może to na nas wymóc wiatr (na ten wiejący z prędkością ok. 130 km/h nie ma mocnych), ograniczona widoczność albo wypadek. Jest zima, a my nie mamy przy sobie namiotu. Co robić?

 Zróbmy sobie biwak

Zazwyczaj na terenie parków narodowych, a więc w prawie całych polskich górach, obowiązuje zakaz nocowania pod gołym niebem. Co innego w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia – wówczas ratunkiem może okazać się biwak. Brzmi beztrosko? Nic podobnego. Mowa o tak zwanym biwaku awaryjnym. – Biwak to noc spędzona pod gołym niebem. Nie zawsze oznacza nocowanie, bo organizm może nie dać rady zasnąć w takich warunkach – wyjaśniał Jacek, ratownik GOPR.

Najlepszym rozwiązaniem w podobnej sytuacji jest wybudowanie jamy śnieżnej. Gdy na zewnątrz temperatura wynosi – 30 stopni Celsjusza, w namiocie możemy zejść do -20, a w jamie śnieżnej nawet blisko 0!

By zbudować taką jamę, musimy przede wszystkim zwrócić uwagę na dobór miejsca – powinniśmy wiedzieć skąd wieje wiatr, znaleźć przestrzeń  jak najmniej narażoną na zejście lawin (a więc nie żleb, ale na przykład zagłębienie pod wielkim głazem). Na początek warto wykopać przedsionek, następnie wąsko wkopywać się w głąb zaspy i drążyć wewnątrz. Z niepotrzebnego śniegu możemy zbudować ściany, które dodatkowo ochronią nas przed wiatrem (tzw. parawaning, ale w wersji górsko-ekstremalnej). 

W jamie powinniśmy zostawić kilka otworów umożliwiających przepływ powietrza. Po wejściu do środka najlepiej nałożyć na siebie wszystkie warstwy ubrań, ratunkiem może być nawet wciągnięty na nogi plecak – przekonują GOPR-owcy. Podobno znany jest przypadek mężczyzny, który wykorzystał do osłonięcia ciała rolkę papieru (wyobrażacie sobie zdziwienie ratowników, którzy na miejscu akcji zobaczyli mumię?). 

Łopatą śmiało

Tyle teorii. Wyposażeni w łopaty, sondy lawinowe i folie NRC ruszyliśmy w teren, by zbudować własne jamy śnieżne. Na początku wydawało się to karkołomnym zadaniem, szybko jednak zmieniliśmy zdanie – z wymachiwania łopatą mieliśmy sporo frajdy, a kiedy całość zaczęła nabierać kształtów, odczuwaliśmy ogromną satysfakcję. Jamy powstały i wbrew pozorom nie były klaustrofobiczne. Wewnątrz było wystarczająco ciepło, nie wiało, a my mieliśmy czym oddychać. Śmialiśmy się, że otworzyliśmy karkonoską filię redakcji National Geographic – z powerbankami Varta (szczery ukłon w stronę partnera wyjazdu) nie byłoby to wcale takie niemożliwie!

– Sekretem udanego biwakowania jest umiejętność improwizacji i sprytne wykorzystanie tego, co mamy pod ręką – podsumowali GOPR-owcy.  Cała akcja okazała się też bardzo integrującym zajęciem. Po godzinie wspólnego machania łopatą nasza praca w redakcji już nigdy nie będzie taka sama…

Hanna Gadomska

PS. Kiedy wracaliśmy z zajęć w terenie spotkaliśmy parę nastolatków. Nie mieli czołówek, ani tym bardziej lawinowego ABC. Dochodziła 15 i lada chwila miał zapaść zmrok. Kiedy dowiedzieliśmy się, że zmierzają na Śnieżkę, przeszedł nas dreszcz przerażenia. Mamy nadzieję, że sugestie ratowników GOPR były dla nich wystarczająco przekonujące i zmienili plany na wieczór. Zimą nie ma łatwych gór. 

 

Zobacz galerię: