Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » „Albo zabierasz wszystko, albo nic”. Co trzeba wiedzieć o lawinowym ABC?

„Albo zabierasz wszystko, albo nic”. Co trzeba wiedzieć o lawinowym ABC?

Piękny poranek przywitał mieszkańców Karpacza w marcową środę pięćdziesiąt lat temu. Pogoda dopisywała do tego stopnia, że część wczasowiczów wygrzewała się w słońcu, podziwiając Śnieżkę z perspektywy leżaka. Ci bardziej aktywni postawili jednak na górskie wycieczki, nie zdając sobie nawet sprawy z konsekwencji swojej decyzji. Ale natura dawała swe ostrzeżenia już trzy dni wcześniej, gdy niewielka lawina zeszła żlebem Białego Jaru. Nie były to jednak ostrzeżenia na tyle przekonujące, by mogły zatrzymać 24 turystów, którzy pomimo zakazów służb ratowniczych ruszyli w drogę przez Jar. Może uznali, że ich doświadczenie predysponuje ich do takiej wyprawy? Może po prostu tak piękna pogoda uśpiła ich czujność? Tego się już nie dowiemy. Pewne jest jednak to, że na godzinę przed południem lawina długa na 600 metrów i szeroka na 80 pogrzebała żywcem 19 osób. Szanse w starciu z 50 tysiącami ton śniegu, które pędzą z prędkością 100 km/h są niewielkie, niemal zerowe. Za cud należy uznać przeżycie pięciu uczestników feralnej wycieczki, których pęd powietrza zmiótł z toru lawiny. 20 marca 1968 po dziś dzień uznaje się za najtragiczniejszy wypadek w polskich górach. Lepiej niech już tak pozostanie.

Jacek, ratownik karkonoskiej grupy GOPR, mówi zawsze z szerokim uśmiechem na twarzy. Nawet wówczas, gdy pilnie słuchającym go uczestnikom Traveler Adventure Team wyjaśnia, że szanse przeżycia osoby zasypanej przez lawinę przez okres dłuższy niż 15 minut spadają z optymistycznych 75% do dramatycznych pięciu. Poranek poświęcamy na omówienie podstaw związanych z poruszaniem się w terenie lawinowym, bo najlepszą praktyką jest dobra teoria. Uczymy się obsługi detektora lawinowego, rozkładamy sondę i łopaty. Niektórzy z nas widzą te przedmioty po raz pierwszy w życiu. To lawinowe ABC, absolutna konieczność, którą musisz posiadać, jeśli myślisz o poważnych wycieczkach w pokryte śniegiem góry. Jacek: „To lawinowa trójca, która jest nierozłączna – albo zabierasz wszystko, albo nic”. Z kilkugodzinnej pogadanki pełnej statystyk i przykładów z pracy ratowników górskich na pewno zapamiętamy jeden ważny wniosek: ponad 40% wypadków śmiertelnych spowodowanych przez lawiny zdarza się przy niskim (pierwszym) i umiarkowanym (drugim) stopniu w pięciostopniowej skali zagrożenia lawinowego. Dziś pogoda nie rozpieszcza – intensywne opady śniegu w połączeniu z porywistym wiatrem niejednego zniechęciłyby do wyściubienia nosa poza drzwi bezpiecznego schroniska. TAT jest jednak gotowy na konfrontację, szczelnie zapięci w wodoodporną i wiatroszczelną odzież Decathlon ruszamy na stok, by nowo nabytą wiedzę wykorzystać w praktyce.

Detektory lawinowe piszczą okrutnie, gdy każdy z nas po kolei przełącza je z trybu nadającego w szukający. Zadanie: odnaleźć lokalizację detektora zakopanego głęboko w śniegu, następnie za pomocą lawinowej sondy ustalić jego dokładne położenie i… wykopać. Proste, prawda? To oczywiście ćwiczenia, ale gdy każdy z nas chwyta za łopatę i wyobraża sobie, że w rzeczywistości pod śniegiem znajduje się człowiek a każda minuta naszej pracy może zdecydować o jego życiu lub śmierci, to poziom adrenaliny rośnie. Śnieg fruwa wokół, z kolejnymi zamachami łopaty oddech robi się coraz krótszy. Paweł, który jako jeden z czterech uczestników Traveler Adventure Team przechodził już w przeszłości kurs lawinowy stwierdził: „Kopiemy dobre pół godziny a efekty są mizerne”. Jego zdanie zgodnie dzielą jednak wszyscy – kopanie w mokrym albo zmrożonym śniegu to ciężkie fizyczne zadanie. Kto choć raz próbował ten wie. Kto nie próbował ten powinien. Gdy niewielki, żółty nadajnik wylądował na powierzchni naszego zaimprowizowanego lawiniska wszyscy poczuliśmy ulgę – zadanie wykonane. Skutecznie.

Marcin ma 38 lat, od dziewięciu ratuje ludzi z opresji służąc w szeregach Krynickiej grupy GOPR. Na przestrzeni tych wszystkich lat miał do czynienia ze skrajnymi przypadkami, w które ciężko byłoby uwierzyć, gdyby nie fakt, że wydarzyły się naprawdę. „Turyści potrafią zaskakiwać ratowników każdego dnia. Skrajna nieodpowiedzialność, przecenienie swoich możliwości albo lekceważenie natury to pierwsze kroki, które zaprowadzą nas w tarapaty” – mówi, a my słuchając konkretnych przykładów mamy gęsią skórkę. Liczba turystów na szlakach z każdym sezonem rośnie. Niestety ich umiejętności i wiedza często pozostawiają wiele do życzenia. W górach najmniejsze szczegóły nabierają ogromnego znaczenia. Sprzęt jest ważny – to oczywiste, ale każda przeczytana książka, każdy skończony kurs, czy przede wszystkim każdy z przebytych na szlaku kilometrów zaprocentuje wówczas, gdy znajdziemy się w podbramkowej sytuacji. I najważniejsze: chodźmy w góry z pokorą w sercu a nie tylko kamerą na głowie.

Mateusz Waligóra